Pierwszy oddech jak szklanka mleka,
Drugi już zzieleniał od nadmiaru ciał,
Po trzecim wiesz ile jesteś wart,
W roztańczonych gałęziach myśli,
Z niedowierzaniem patrzysz na wszystko,
Łaciną chcesz krzyczeć,
Na ustach wycinki gazet,
Coś o grzybach i ptakach,
Ruiny twoich myśli,
Na około pusto,
Już nic nie ma jesteś sam, ale jak to się stało, dlaczego wszyscy a ty nie??
Gdzie byłeś jak Cię nie było??
Ale…?? Skąd wiedziałeś??
Znasz tych, co to zrobili…Jezu Chryste..!!!
Czemu nic nie powiedziałeś, czemu ich nie ocaliłeś??
Kazali ci, powiedzieli ze, jeśli tego nie zrobisz to zginiesz.
A teraz tez umierasz nie, nie od tego… Wyrzuty cię zjadają od środka…
Nie?? To, po co Ci ten nóż?? Chcesz się zabić?? A wiec jednak…
No nie wyzuty a co?? Nienawiść do siebie??
Rozejrzyj się zobacz, co się stało z twoim miastem,
To przez ciebie jest w takiej runie,
Miasto martwych ciał,
Wystarczyło podąć inne koordynaty, Ocaliłbyś ich,
Nic by nie nadleciało, spójrz tam, widzisz ten lej,
Tu się wszystko zaczęło,
Potem już było łatwo poszło z wiatrem.
Teraz jesteś sam tylko ty miałeś maskę,
I nadal ja masz, czemu jej nie zdejmiesz?,
Czemu się boisz, możliwe ze ty tez tego nie przeżyjesz
Ale co ci szkodzi, co masz do stracenia??
Życie?? HAHAHAHA życie straciłeś wraz z tym, co się tu stało.
Zdejmij maskę i pokaz swoja twarz.
Czemu mi nic nie jest a ty umierasz??
Bo ja nie jestem realny.
Pomyśl, brawo chłopcze brawo.
Sumienie, takie moje imię.
Trzeba było się zastanowić.
sobota, 28 lutego 2009
Nie czekaj i powiedz co czujesz....
I przyjdzie taki dzień
Położe sie na trawie
Sam - bez Ciebie
Wspomne wspólne chwile
Ujrze Cie raz jeszcze
A ty bedziesz z innym
Wtulona w niego
Tak jak kiedyś we mnie
Przytule Cie w snach
Tak jak kiedyś za dnia
Pocałujesz go...
Tak jak kiedyś mnie
Poczuje Twoje usta
Poczuje Twój dotyk
Powiesz do niego kocham..
Tak jak kiedyś do mnie
Usłysze Twój głos
I poczuje Twój oddech
Potem wykrzycze raz jeszcze
KOCHAM CIE
Podniose ostrze
I zasne na trawie
A obok mnie krwiste róże
I przyjdzie taki dzień
Ostatnie wspomnienie
Ostatnia łza popłynie
Pozostawi ślad na policzku
A Ty zostawisz kwiat i odejdziesz.
18.09.2006r.
Położe sie na trawie
Sam - bez Ciebie
Wspomne wspólne chwile
Ujrze Cie raz jeszcze
A ty bedziesz z innym
Wtulona w niego
Tak jak kiedyś we mnie
Przytule Cie w snach
Tak jak kiedyś za dnia
Pocałujesz go...
Tak jak kiedyś mnie
Poczuje Twoje usta
Poczuje Twój dotyk
Powiesz do niego kocham..
Tak jak kiedyś do mnie
Usłysze Twój głos
I poczuje Twój oddech
Potem wykrzycze raz jeszcze
KOCHAM CIE
Podniose ostrze
I zasne na trawie
A obok mnie krwiste róże
I przyjdzie taki dzień
Ostatnie wspomnienie
Ostatnia łza popłynie
Pozostawi ślad na policzku
A Ty zostawisz kwiat i odejdziesz.
18.09.2006r.
Inny.
Kiedy nadejdzie czas odejdę bez żalu
Oddam się śmierci bez oporów
Nie będę tęsknił za światem materialnym
Życie nie jest dla mnie
Zostałem stworzony do czegoś innego
Stwórca się pomylili
Rzucił mnie na złą część świata
Nie powinienem tu być
To jest świat normalnych
Ja jestem inny
Mam dar widzenia
Był ktoś taki przede mną
Pisał o przyszłości
Teraz ja jestem jego następcą
Nie chce z tym żyć
To ciężar którego nie potrafię unieść
Starałem się ale nie dam rady
Musze zakończyć swój żywot
Oddam się śmierci bez oporów
Nie będę tęsknił za światem materialnym
Życie nie jest dla mnie
Zostałem stworzony do czegoś innego
Stwórca się pomylili
Rzucił mnie na złą część świata
Nie powinienem tu być
To jest świat normalnych
Ja jestem inny
Mam dar widzenia
Był ktoś taki przede mną
Pisał o przyszłości
Teraz ja jestem jego następcą
Nie chce z tym żyć
To ciężar którego nie potrafię unieść
Starałem się ale nie dam rady
Musze zakończyć swój żywot
Wspomnienie.
...Dla Tej jedynej, co przywróciła kolory w moim życiu,
...Dla Tej, co nauczyła mnie kochać i marzyć...
Zegar tyka, ale coraz słabiej,
Prawie brak dźwięku,
Spoglądam w jego stronę,
Widzę Twoja twarz,
Twój uśmiech, słyszę Twój głos,
Czuje Twój dotyk i zapach,
Nie potrafię zapomnieć.
Nie będę już marzył,
Nie wejdę już na chmury,
Nie pójdę na spacer,
Nie pokaże Ci twoich gwiazd,
Nie spojrzę nawet na swoje.
Chce zamknąć świat w nawiasach,
Ale tylko, kiedy byliśmy razem,
Przezywać to cały czas do końca.
Tylko Ty podbiłaś moje serce,
Tylko Ty będzież w nim panować.
Zapomnieć się nie da,
Zapomnieć – nie chce.
Pamiętam jak dziś, gdy się pytałem,
Pierwszy dzień, spełnienie marzeń,
A teraz wszystko się kończy,
Kto zawinił, nieważne.
...nie zapomnę wspólnie spędzonych chwil,
chwil, które są wszystkim, co dostałem od życia...
27.02.2006
...Dla Tej, co nauczyła mnie kochać i marzyć...
Zegar tyka, ale coraz słabiej,
Prawie brak dźwięku,
Spoglądam w jego stronę,
Widzę Twoja twarz,
Twój uśmiech, słyszę Twój głos,
Czuje Twój dotyk i zapach,
Nie potrafię zapomnieć.
Nie będę już marzył,
Nie wejdę już na chmury,
Nie pójdę na spacer,
Nie pokaże Ci twoich gwiazd,
Nie spojrzę nawet na swoje.
Chce zamknąć świat w nawiasach,
Ale tylko, kiedy byliśmy razem,
Przezywać to cały czas do końca.
Tylko Ty podbiłaś moje serce,
Tylko Ty będzież w nim panować.
Zapomnieć się nie da,
Zapomnieć – nie chce.
Pamiętam jak dziś, gdy się pytałem,
Pierwszy dzień, spełnienie marzeń,
A teraz wszystko się kończy,
Kto zawinił, nieważne.
...nie zapomnę wspólnie spędzonych chwil,
chwil, które są wszystkim, co dostałem od życia...
27.02.2006
Miłość - zapomnieć czy nie?
Miłość została stworzona do dawania przyjemności
A tak bardzo przez nią cierpimy
Miłość ma dawać szczęście
A zadaje ból
Miłość dlaczego nie można o niej zapomnieć
Dlaczego pozostaje głęboko w naszej pamięci
Dlaczego gdy wracamy do niej wspomnieniami zadaje ból
Dlaczego miłość wyciska z nas łzy
Dlaczego musimy stawać jej naprzeciw
Dlaczego musimy się z nią mierzyć ze świadomością klęski
Dlaczego musimy o nią walczyć
Czemu sama do nas przychodzi
Czemu to ona dokonuje za nas wyboru
Może lepiej o niej zapomnieć
Żyć bez niej do końca swych dni
A może się lepiej nie poddawać
Czekać na nią ze świadomością ze może już nigdy do nas nie przyjść
Może jednak lepiej zapomnieć o niej
Być może będziemy wtedy szczęśliwsi
Bo zapominając o miłości zapomnimy o bólu.
17.04.2004r.
A tak bardzo przez nią cierpimy
Miłość ma dawać szczęście
A zadaje ból
Miłość dlaczego nie można o niej zapomnieć
Dlaczego pozostaje głęboko w naszej pamięci
Dlaczego gdy wracamy do niej wspomnieniami zadaje ból
Dlaczego miłość wyciska z nas łzy
Dlaczego musimy stawać jej naprzeciw
Dlaczego musimy się z nią mierzyć ze świadomością klęski
Dlaczego musimy o nią walczyć
Czemu sama do nas przychodzi
Czemu to ona dokonuje za nas wyboru
Może lepiej o niej zapomnieć
Żyć bez niej do końca swych dni
A może się lepiej nie poddawać
Czekać na nią ze świadomością ze może już nigdy do nas nie przyjść
Może jednak lepiej zapomnieć o niej
Być może będziemy wtedy szczęśliwsi
Bo zapominając o miłości zapomnimy o bólu.
17.04.2004r.
Pomyśl.
Dla was...
Spojrzę wstecz…
Ujrzę to co widziałem…
Tak to jest śmierć…
Idę dalej po trupach…
Nie boje się ich…
Nie wstaną…
Pomyślałem przez chwile…
O błędach…słowach…chwilach…
O tym czego nie zrobiłem…
Przepraszam…
Tak ja przepraszam…
Za wszystko…
Brak wiary…słowa…chwile…
Przepraszam…
Tych których skrzywdziłem…
Przyjaciół…znajomych…Ciebie…
Nie proszę o wybaczenie…
Proszę o zrozumienie…
Taki jestem i się nie zmienię…
Myślisz że już się zmieniłem…
To masz problem…
Ja się nigdy się nie zmieniam…
Ty chcesz żebym taki był…
Robię to dla Ciebie…
Tak jest mi ciężko…
Ale wytrzymam…
Bo to jest…miłość…szacunek…przyjaźń…
Jestem dziwny…
Wiem ale jestem sobą…
Jestem prawdziwy…
Dotknij jak nie wierzysz…
Boisz się teraz…
Nie bój się…
To może i wygląda jak…
Nie nie wygląda…
To jest głupi tekst…
Pewnie wszyscy tak powiedzą…
Ale…to jest mój tekst…
Moja spowiedź…
Nie przed Bogiem…
Lecz przed wami…
Dla was…
Taki jestem musicie to zaakceptować…
Możliwe że teraz…
Bedzież podchodzić do mnie z dystansem…
Mam to gdzieś…
Nie chcesz mnie znać nie musisz…
Twój wybór…
Może i masz racje…
Po co zadawać się z kimś…
Z kimś takim jak ja…
Nie chcesz żebym się do Ciebie zbliżał…
Nie chcesz żebym z Tobą rozmawiał…
Powiedz tylko słowo a przestanę…
Ale nie mów potem ze żałujesz…
Nie mów ze przepraszasz…
To i tak nic nie da…
Wypowiedzianych słów…
Straconych chwil…
Nikt nie cofnie…
Pamiętaj o tym…
Zastanów się…
Czego chcesz…
Czego pragniesz…
Bo możesz potem żałować…
Ja żałuje…chwil…słów…
Pomyśl...
Naprawde warto...
26.01.2006r.
Spojrzę wstecz…
Ujrzę to co widziałem…
Tak to jest śmierć…
Idę dalej po trupach…
Nie boje się ich…
Nie wstaną…
Pomyślałem przez chwile…
O błędach…słowach…chwilach…
O tym czego nie zrobiłem…
Przepraszam…
Tak ja przepraszam…
Za wszystko…
Brak wiary…słowa…chwile…
Przepraszam…
Tych których skrzywdziłem…
Przyjaciół…znajomych…Ciebie…
Nie proszę o wybaczenie…
Proszę o zrozumienie…
Taki jestem i się nie zmienię…
Myślisz że już się zmieniłem…
To masz problem…
Ja się nigdy się nie zmieniam…
Ty chcesz żebym taki był…
Robię to dla Ciebie…
Tak jest mi ciężko…
Ale wytrzymam…
Bo to jest…miłość…szacunek…przyjaźń…
Jestem dziwny…
Wiem ale jestem sobą…
Jestem prawdziwy…
Dotknij jak nie wierzysz…
Boisz się teraz…
Nie bój się…
To może i wygląda jak…
Nie nie wygląda…
To jest głupi tekst…
Pewnie wszyscy tak powiedzą…
Ale…to jest mój tekst…
Moja spowiedź…
Nie przed Bogiem…
Lecz przed wami…
Dla was…
Taki jestem musicie to zaakceptować…
Możliwe że teraz…
Bedzież podchodzić do mnie z dystansem…
Mam to gdzieś…
Nie chcesz mnie znać nie musisz…
Twój wybór…
Może i masz racje…
Po co zadawać się z kimś…
Z kimś takim jak ja…
Nie chcesz żebym się do Ciebie zbliżał…
Nie chcesz żebym z Tobą rozmawiał…
Powiedz tylko słowo a przestanę…
Ale nie mów potem ze żałujesz…
Nie mów ze przepraszasz…
To i tak nic nie da…
Wypowiedzianych słów…
Straconych chwil…
Nikt nie cofnie…
Pamiętaj o tym…
Zastanów się…
Czego chcesz…
Czego pragniesz…
Bo możesz potem żałować…
Ja żałuje…chwil…słów…
Pomyśl...
Naprawde warto...
26.01.2006r.
Pożegnanie.
Odejdź nie przeszkadzaj,
Nie, nie słucham Cie,
Zostaw mnie w spokoju,
Nie, nie teraz,
Nigdzie nie ide,
Nie widzisz, ze pisze wiersz,
Nie, nie pokaże Ci go,
Musze się wyżyć,
W cieniu słów się musze ukryć
Bo ty napadasz mnie pijanym słowem
Zostaw mnie w spokoju
Teraz jesteś kimś innym
Nie znam Cię
Zostaw to, odłóż
Tak moje serce jest rozrywane
Przez Twoje słowa
Zamilcz czasem
Czas goi rany - może
Ja nie zapominam
Wybaczę - może kiedyś
To za mało tak jest zawsze
Przepraszasz to nic nie da
Zostaw mnie w spokoju
Nie chce Cię znać
Takiego kogoś jak ty
Fałszywy – dobre słowo
Okrywasz się maską
Wódką dobrze powiedziane
Zapomnisz po nocy (ja nie)
Odchodzisz dobrze
Idź i nie wracaj
Przynajmniej dzisiaj
w końcu sam, mogę skończyć
Nie chce tak żyć
To nie jest życie
Posiniaczone serce
Wkomponowane w ziemie
Rozmiażdżone nienawiścią
Dlatego odchodze
Pakuje się i odchodzę
To będzie pożegnanie
Ci, co maja wiedzieć wiedza
Kocham was, ale już nie mogę
Nie mogę tak żyć
Już jestem gotowy do drogi
Zaraz po mnie przyjdzie
I weźmie mnie do siebie na zawsze
Otwieram okno, i wyglądam
Jeszcze jej nie ma
Spóźnia się, wyjdę jej na przeciw
Biorę plecak i wychodzę przez okno…
...Upadłem, ale wstałem
Jest już przy mnie odchodzę
Od domu od was od siebie samego…
Zostawiłem siebie na trawniku
Pod moim oknem
Niech wiedza ze odszedłem
Niech wiedza ze już nie wrócę
Idę z nią na wieki
Na zawsze razem
Z ukochaną
A na imie jej Śmierć
22.01.2006r.
Nie, nie słucham Cie,
Zostaw mnie w spokoju,
Nie, nie teraz,
Nigdzie nie ide,
Nie widzisz, ze pisze wiersz,
Nie, nie pokaże Ci go,
Musze się wyżyć,
W cieniu słów się musze ukryć
Bo ty napadasz mnie pijanym słowem
Zostaw mnie w spokoju
Teraz jesteś kimś innym
Nie znam Cię
Zostaw to, odłóż
Tak moje serce jest rozrywane
Przez Twoje słowa
Zamilcz czasem
Czas goi rany - może
Ja nie zapominam
Wybaczę - może kiedyś
To za mało tak jest zawsze
Przepraszasz to nic nie da
Zostaw mnie w spokoju
Nie chce Cię znać
Takiego kogoś jak ty
Fałszywy – dobre słowo
Okrywasz się maską
Wódką dobrze powiedziane
Zapomnisz po nocy (ja nie)
Odchodzisz dobrze
Idź i nie wracaj
Przynajmniej dzisiaj
w końcu sam, mogę skończyć
Nie chce tak żyć
To nie jest życie
Posiniaczone serce
Wkomponowane w ziemie
Rozmiażdżone nienawiścią
Dlatego odchodze
Pakuje się i odchodzę
To będzie pożegnanie
Ci, co maja wiedzieć wiedza
Kocham was, ale już nie mogę
Nie mogę tak żyć
Już jestem gotowy do drogi
Zaraz po mnie przyjdzie
I weźmie mnie do siebie na zawsze
Otwieram okno, i wyglądam
Jeszcze jej nie ma
Spóźnia się, wyjdę jej na przeciw
Biorę plecak i wychodzę przez okno…
...Upadłem, ale wstałem
Jest już przy mnie odchodzę
Od domu od was od siebie samego…
Zostawiłem siebie na trawniku
Pod moim oknem
Niech wiedza ze odszedłem
Niech wiedza ze już nie wrócę
Idę z nią na wieki
Na zawsze razem
Z ukochaną
A na imie jej Śmierć
22.01.2006r.
Prawdziwa miłość...
Zagubienie w szepcie…
Zapatrzeni w siebie…
Pośród drzew…
Spojrzeń blask…
Zamyśleni w beznadziei Życia,
Spoglądają w niebo i w tysiące gwiazd.
Kryzysowe łzy Śmierci,
Spadają z twarzy w piach.
Siedzą wtuleni w ramiona,
Tak ginie wszystko,
Zapomnieli o nas…
Śmierć i Życie zakochani,
Razem być nie mogą…
Zapomnienie niszczy wszystko…
Osobno nie chcą…
Muszą takie przeznaczenie…
Spotkają się na końcu drogi…
Śmierć przyjedzie na ognistym rumaku,
A Życie czekał będzie do końca.
05.01.2006r.
Zapatrzeni w siebie…
Pośród drzew…
Spojrzeń blask…
Zamyśleni w beznadziei Życia,
Spoglądają w niebo i w tysiące gwiazd.
Kryzysowe łzy Śmierci,
Spadają z twarzy w piach.
Siedzą wtuleni w ramiona,
Tak ginie wszystko,
Zapomnieli o nas…
Śmierć i Życie zakochani,
Razem być nie mogą…
Zapomnienie niszczy wszystko…
Osobno nie chcą…
Muszą takie przeznaczenie…
Spotkają się na końcu drogi…
Śmierć przyjedzie na ognistym rumaku,
A Życie czekał będzie do końca.
05.01.2006r.
Nić..
A gdy pęknie nić życia, gdy rozetną ją w pół…
Nie już nie ma co walczyć, nie ma co brnąć dalej…
Nie potrzebnie wierzysz, że będzie dobrze…
Nie ma nic co może Ci pomóc…
Nie prawda… Nie łap się brzytwy…
Poucinasz sobie tylko palce…
A spadniesz jeszcze dalej…
Nie ma ratunku…
Nie pogrążaj się i tak za dużo zrobiłeś…
Zła…
To nie tak że Bóg cię nie kocha…
On ma na ciebie wyjebane…
Ma gdzieś kim byłeś, jesteś czy mógłbyś być…
Jego nie robi twoje błaganie…
Ale pomyśl ile za to dał ci w zamian…
Żyłeś… Chodziłeś po świecie… Zyskałeś sporo…
Powiesz „…i co z tego!?...”
Może i masz racje…
Ale czy nie takie było, jest i będzie…
Życie…
Ach cóż za piękne słowo…
Ile dusz by podpisało cyrograf…
Z diabłem…
By móc chodź przez jeden dzień…
Wrócić do żywych…
Setki?... Nie!!... Tysiące?... Nie!!...
Myślisz że znasz taką liczbę…
Jesteś w błędzie…
Nikt jej nie zna…
Nikt jej nie pozna…
A ty zwykły śmiertelnik…
Uważasz, że ją znasz…
Wstydź się…
I tak już jest za późno…
Zaraz odejdziesz…
Zostanie po tobie pustka…
Płacz bliskich…
Może tęsknota…
Zawsze, gdy wszystko zaczyna… Się układać…
Gdy jest tak jak marzysz… Życie daje nam „popalić”…
Gdy życie…
Gdy życie nabiera rozmachu, pęka cienka nić…
03.01.2006r.
Nie już nie ma co walczyć, nie ma co brnąć dalej…
Nie potrzebnie wierzysz, że będzie dobrze…
Nie ma nic co może Ci pomóc…
Nie prawda… Nie łap się brzytwy…
Poucinasz sobie tylko palce…
A spadniesz jeszcze dalej…
Nie ma ratunku…
Nie pogrążaj się i tak za dużo zrobiłeś…
Zła…
To nie tak że Bóg cię nie kocha…
On ma na ciebie wyjebane…
Ma gdzieś kim byłeś, jesteś czy mógłbyś być…
Jego nie robi twoje błaganie…
Ale pomyśl ile za to dał ci w zamian…
Żyłeś… Chodziłeś po świecie… Zyskałeś sporo…
Powiesz „…i co z tego!?...”
Może i masz racje…
Ale czy nie takie było, jest i będzie…
Życie…
Ach cóż za piękne słowo…
Ile dusz by podpisało cyrograf…
Z diabłem…
By móc chodź przez jeden dzień…
Wrócić do żywych…
Setki?... Nie!!... Tysiące?... Nie!!...
Myślisz że znasz taką liczbę…
Jesteś w błędzie…
Nikt jej nie zna…
Nikt jej nie pozna…
A ty zwykły śmiertelnik…
Uważasz, że ją znasz…
Wstydź się…
I tak już jest za późno…
Zaraz odejdziesz…
Zostanie po tobie pustka…
Płacz bliskich…
Może tęsknota…
Zawsze, gdy wszystko zaczyna… Się układać…
Gdy jest tak jak marzysz… Życie daje nam „popalić”…
Gdy życie…
Gdy życie nabiera rozmachu, pęka cienka nić…
03.01.2006r.
Razem czy osobno?
Szare pagórki między blokami.
Zgaszone światła, zasłonięte żaluzje.
Cień przemykający od klatki do klaki.
Skrzydła na śniegu, odciski stóp.
Gdzieś w oddali cichy głos i zapach kawy.
Obok krzyk, plama na białym puchu,
Szczekanie psów, odgłosy miłości, zdrada.
Pisk opon, dziura w płocie, krzyż przy drzewie.
Brzęk kieliszków, szum wody, lód, płacz.
Szampan, toast, zabawa.
Brak wiedzy, głupota, debilizm.
Osobno – kalectwo, razem – śmierć.]
19.12.2005r.
Zgaszone światła, zasłonięte żaluzje.
Cień przemykający od klatki do klaki.
Skrzydła na śniegu, odciski stóp.
Gdzieś w oddali cichy głos i zapach kawy.
Obok krzyk, plama na białym puchu,
Szczekanie psów, odgłosy miłości, zdrada.
Pisk opon, dziura w płocie, krzyż przy drzewie.
Brzęk kieliszków, szum wody, lód, płacz.
Szampan, toast, zabawa.
Brak wiedzy, głupota, debilizm.
Osobno – kalectwo, razem – śmierć.]
19.12.2005r.
Gdy zniknę..
Gdy zniknę w mroku
Gdy odejdę w nieznane
Czy ktoś mnie będzie pamiętał
Gdy umrę niczym Elfi wojownik
Czy mój grób będzie wyrażał smutek
Gdy mnie już nie będzie
To czy ktoś będzie pamiętał mnie takim jakim byłem
Czy coś się zmieni
Czy będzie wszystko tak jak było
Czy może będzie gorzej
Czy będzie lepiej
Nie oddam się śmierci bez oporów
Będę walczył do końca
Ale czy to coś da
Śmierci nie pokonasz
Ona i tak mnie zabierze kiedy będzie chciała
11,21,2005
Gdy odejdę w nieznane
Czy ktoś mnie będzie pamiętał
Gdy umrę niczym Elfi wojownik
Czy mój grób będzie wyrażał smutek
Gdy mnie już nie będzie
To czy ktoś będzie pamiętał mnie takim jakim byłem
Czy coś się zmieni
Czy będzie wszystko tak jak było
Czy może będzie gorzej
Czy będzie lepiej
Nie oddam się śmierci bez oporów
Będę walczył do końca
Ale czy to coś da
Śmierci nie pokonasz
Ona i tak mnie zabierze kiedy będzie chciała
11,21,2005
Posłaniec
Po przez granice świata
Przez torowiska życia
Idzie sam
Posłaniec śmierci
Nie szuka drogi
On szuka snów
Nie chowaj się(przed nim)
On i tak Cię znajdzie
Za kryształową ścianą snów
W najdalszym zakątku Twojej świadomości
W nie dotkniętych skazą snach
I tak Cię znajdzie
Zabierze do swego świata snów
Tam Będziesz żył wiecznie
Bez snów
10,11,2005r.
Przez torowiska życia
Idzie sam
Posłaniec śmierci
Nie szuka drogi
On szuka snów
Nie chowaj się(przed nim)
On i tak Cię znajdzie
Za kryształową ścianą snów
W najdalszym zakątku Twojej świadomości
W nie dotkniętych skazą snach
I tak Cię znajdzie
Zabierze do swego świata snów
Tam Będziesz żył wiecznie
Bez snów
10,11,2005r.
Śmierć
Ubikacja, nóż w ręku, podcięte żyły.
Człowiek już martwy, ale jeszcze żywy.
Ptaki wlatują przez okno.
Lustro, odbicie jego nie moje.
Krew, wszędzie śmierć.
Zapach martwych ciał.
Umieram, on wstaje.
Śmiech, śmierci nie oszukasz.
10,11,2005r.
Człowiek już martwy, ale jeszcze żywy.
Ptaki wlatują przez okno.
Lustro, odbicie jego nie moje.
Krew, wszędzie śmierć.
Zapach martwych ciał.
Umieram, on wstaje.
Śmiech, śmierci nie oszukasz.
10,11,2005r.
Ciemność
A niby wszystko jest takie proste...
Ciemność ile zła może być zamknięte w tym jednym słowie
Ciemność ile strachu jest w nim zawarte
Ciemność czemu się jej tak boimy
Czemu wierzymy w to że została stworzona by wyznaczać kierunek złu
Czy ciemność powstała na wzór zła?
A jeśli to właśnie ciemność ma oznaczać dobro
Jeśli to właśnie ona została stworzona przez Boga dla czynienia dobra
A jeśli ciemność miała dawać schronienie wszelakiemu stworzeniu
Przecież to my nie widzimy w ciemnościach
A jeśli to my zostaliśmy stworzeni przez samego Szatana
Jeśli to właśnie jasność została stworzona do czynienia zła
A jeśli to właśnie my naruszmy porządek na Ziemi
Co jeśli wraz z naszym powstaniem powstał dzień
Co jeśli my jesteśmy tu po to by niszczyć
A może nie chcemy o tym po prostu myśleć
Może nie chcemy znać swego przeznaczenia
Może gdzieś w kosmosie jest więcej takich cywilizacji jak my
Może to my jesteśmy stworzeni do czynienia zła
Kto wie czy nie zniszczyliśmy już tysięcy planet
A może to tylko sen z którego obudzimy się po śmierci i będziemy żyli w lepszym świecie
A może najlepiej iść przez życie dalej i dążyć do marzeń
Bo w końcu dzięki marzeniom tak naprawdę żyjemy
...lecz nic nie jest wiadome na pewno.
Ciemność ile zła może być zamknięte w tym jednym słowie
Ciemność ile strachu jest w nim zawarte
Ciemność czemu się jej tak boimy
Czemu wierzymy w to że została stworzona by wyznaczać kierunek złu
Czy ciemność powstała na wzór zła?
A jeśli to właśnie ciemność ma oznaczać dobro
Jeśli to właśnie ona została stworzona przez Boga dla czynienia dobra
A jeśli ciemność miała dawać schronienie wszelakiemu stworzeniu
Przecież to my nie widzimy w ciemnościach
A jeśli to my zostaliśmy stworzeni przez samego Szatana
Jeśli to właśnie jasność została stworzona do czynienia zła
A jeśli to właśnie my naruszmy porządek na Ziemi
Co jeśli wraz z naszym powstaniem powstał dzień
Co jeśli my jesteśmy tu po to by niszczyć
A może nie chcemy o tym po prostu myśleć
Może nie chcemy znać swego przeznaczenia
Może gdzieś w kosmosie jest więcej takich cywilizacji jak my
Może to my jesteśmy stworzeni do czynienia zła
Kto wie czy nie zniszczyliśmy już tysięcy planet
A może to tylko sen z którego obudzimy się po śmierci i będziemy żyli w lepszym świecie
A może najlepiej iść przez życie dalej i dążyć do marzeń
Bo w końcu dzięki marzeniom tak naprawdę żyjemy
...lecz nic nie jest wiadome na pewno.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)