A gdy pęknie nić życia, gdy rozetną ją w pół…
Nie już nie ma co walczyć, nie ma co brnąć dalej…
Nie potrzebnie wierzysz, że będzie dobrze…
Nie ma nic co może Ci pomóc…
Nie prawda… Nie łap się brzytwy…
Poucinasz sobie tylko palce…
A spadniesz jeszcze dalej…
Nie ma ratunku…
Nie pogrążaj się i tak za dużo zrobiłeś…
Zła…
To nie tak że Bóg cię nie kocha…
On ma na ciebie wyjebane…
Ma gdzieś kim byłeś, jesteś czy mógłbyś być…
Jego nie robi twoje błaganie…
Ale pomyśl ile za to dał ci w zamian…
Żyłeś… Chodziłeś po świecie… Zyskałeś sporo…
Powiesz „…i co z tego!?...”
Może i masz racje…
Ale czy nie takie było, jest i będzie…
Życie…
Ach cóż za piękne słowo…
Ile dusz by podpisało cyrograf…
Z diabłem…
By móc chodź przez jeden dzień…
Wrócić do żywych…
Setki?... Nie!!... Tysiące?... Nie!!...
Myślisz że znasz taką liczbę…
Jesteś w błędzie…
Nikt jej nie zna…
Nikt jej nie pozna…
A ty zwykły śmiertelnik…
Uważasz, że ją znasz…
Wstydź się…
I tak już jest za późno…
Zaraz odejdziesz…
Zostanie po tobie pustka…
Płacz bliskich…
Może tęsknota…
Zawsze, gdy wszystko zaczyna… Się układać…
Gdy jest tak jak marzysz… Życie daje nam „popalić”…
Gdy życie…
Gdy życie nabiera rozmachu, pęka cienka nić…
03.01.2006r.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz